Ten wpis powinien pojawić się już dawno temu ale jakoś nie było okazji by za to brać. Będzie krótko. W momencie, kiedy startowałem z tym blogiem, miałem niecałe 150 złotych oszczędności. Odkładam 5 złotych dziennie plus okazjonalnie napiwki z pracy kelnera i drobne, które walają mi się po portfelu. Na ten moment w mojej słoiko-skarbonce udało mi się zebrać 360 złotych polskich. Prawdopodobnie większość ludzi parsknie śmiechem jednak mimo to uważam, że idę w dobrym kierunku. Niestety nie jestem na razie w stanie odkładać więcej, wciąż spłacam samochód, który kupiłem za pieniądze brata, jednocześnie muszę naprawić w nim jeszcze kilka elementów, żeby był w pełni sprawny. Mam nadzieję, że w przeciągu najbliższych, miesięcy uda mi się spłacić dług, naprawić wszystko co trzeba i będę mógł „stanąć na nogi”. Zbliża się sezon letni co zaowocuje większą liczbą przepracowanych godzin, większą ilością napiwków a przy okazji będę w stanie dojechać do pracy rowerem i oszczędzić na benzynie. Myślę, że będę wtedy w stanie odłożyć już około 1500-2000 złotych miesięcznie, co pozwoli mi zacząć myśleć o poważniejszych inwestycjach!
Trzymajcie się kochani!